Back to nursery school

Dzisiejsza sesja jest powrotem do przedszkola...bo dokładnie do tego samego przedszkola chodziłam ja, gdy byłam dzieckiem. Choć wszystko wygląda zupełnie inaczej, a ja nie mieszczę się już w przedszkolnych krzesełkach, to mam wrażenie, że ani trochę się nie zmieniłam...jak to stwierdził mój brat - ta sesja wyraża w 100% moją łososiowatą naturę...coś w tym jest. Na sam koniec zafundowałam Wam ciasteczko - zdjęcie małej Łucyjki w wieku 3 lat. Podobno dziś można mnie poznać już tylko po oczach...


Rajtki, które widzicie na zdjęciach, pewnie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie mój potworny pies. Gdy się rano ubierałam, podstępem jakoś się przemknął i zjadł moje zwykłe, czarne rajtki. Gdy zorientowałam się co i jak, moje rajtuzki byłby w takim stanie, że chyba nie założyłaby ich nawet Britney Spears ;) Zostałam zmuszona do myślenia na wyższych obrotach, co ja mam pod te spodnie założyć i tak w zasadzie, to najgorzej na tym nie wyszłam, bo odkopałam rajtki, które widzicie na zdjęciach. Kupiła mi je mama, co najmniej 5 lat temu, ale nigdy w życiu nie miałam ich na sobie, bo "nie miałam do czego". Teraz mają swój debiut :)

Swoje pumpy kupiłam na wyprzedaży w Stradivariusie. Przez te wszystkie lata wykształciłam swój unikalny 'system zakupowy', mianowicie, gdy wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na ciuch, najpierw przeszukuję allegro. Równocześnie szukam takiej rzeczy w lumpeksach. A jeśli naprawdę nie ma szansy na kupno upragnionego ciuszka w taki sposób, to dopiero wtedy się poddaję wybierając do sklepu. Powiedzmy sobie szczerze - gdy akurat czegoś uparcie szukamy, to nagle w lumpeksie, który na co dzień jest kopalnią wszelakich ciuchów, nic nie ma, wrrrr :/

PS. Dzisiaj wielkie pochwały należą się Senioricie Corazon , która bardzo ładnie ubrała się specjalnie dla mnie, bijąc tym samym rekord na najtańszy zestaw ciuchów - 52 zł łącznie. Brawa dla tej Pani! :)



Podczas tej sesji miałam na sobie:


T-shirt - sh (o 5 rozmiarów za duży, ale ta owca była tego warta ;))
Sweter - Nümph (allegro.pl za całe 14,90 zł)
Pumpy - Stradivarius (wyprzedaż)
Szal - Peek&Cloppenburg (konkretnej marki nie pamiętam :/)
Trampy - znane już wszystkim Converse
Torebka - mojej mamy, kupiona co najmniej 12 lat temu. Wiadomo, czasem 'pożyczam' ;)
Kolczyki-gwiazdy - H&M



Translation


Today's session is back to nursery school...because exactly to the same nursery school I used to attend when I was a child. Although everything has changed, and I no longer fit in children's chair, I have the impression that my character didn't change. At the end I treated You to a special picture - an old photograph of little Lucia at the age of 3 years :))) Apparently, these days You can recognise me only thanks to colour of my eyes.


During this session I was wearing:


T-shirt - sh (about 5 sizes too large, but the sheep was worth it;))
Cardigan - Nümph (allegro.pl)
Knickerbockers - Stradivarius (sale)
Shawl - Peek & Cloppenburg (I don't remember a specific brand: /)
Sneakers - Converse
Handbag - my mum's, bought at least 12 years ago.
Earrings-Stars - H&M




































Mała Łucja

Little Lucia

Forest

Dzisiaj, pełna dumy mogę przedstawić Wam mój 'świąteczny strój' :) Ponieważ w drugi dzień świąt miałam więcej czasu nie tylko na to, by się ubrać po swojemu, ale i by trochę wyluzować, zdjęcia zostały zrobione w lesie niedaleko mojego domu.

Już tłumaczę Wam całą historię mojego ubioru...


Na samym początku chciałabym powiedzieć, że kompletnie nie jestem zainteresowana krytyką zakładania koronkowych skarpetek na rajtki. Jeśli żyję w błędzie, to znaczy, że ci wszyscy wielcy projektanci z drugiego końca świata, co poświęcili pół życia na naukę szycia też. I te modelki, które ubierają ich ciuchy również. I Ugly Betty też ;)
Gdy moja przyjacióła, Lace - odwieczny przeciwnik skarpetek we wszelkim wykonaniu, zobaczy te zdjęcia, dosłownie dostanie zawału. Wiesz, Lace, to nic osobistego ;)
Świetnie zdaje sobie sprawę, że te skarpetki skracają optycznie moje nogi, jednak to też mnie nie obchodzi...głównie dlatego, że jestem strasznym ignorantem, jeśli chodzi o jakiekolwiek 'modowe zasady'. Zaczęłam robić to, co chcę, gdy zdałam sobie sprawę, że ludzie, na których mi zależy, czują się dobrze w moim towarzystwie gdy jestem naprawdę sobą i nie obchodzi ich to, czy kolor mojej bluzy nie powtarza się czasem z kolorem moich majtek. Cieszę się, że mogę mieć swoją osobowość, mówić nie, kiedy mam na to ochotę i być takim kolorowym świrem, który zakłada skarpetki na rajty...
Gdy miałam 15 lat po praz pierwszy kompletnie się zbuntowałam, obcinając włosy na różowego irokeza. Gdy patrzę na swoje zdjęcia z tego okresu, myślę sobie, gdzie był mój mózg, przecież wyglądałam po prostu makabrycznie? Ale wtedy po raz pierwszy przestało się liczyć 'to, co mi pasuje', bo najbardziej zależało mi na realizacji własnego marzenia...zawsze, zawsze chciałam mieć takiego irokeza jak fani The Offspring czy Green Daya i po prostu zrobiłam to, na co miałam ochotę. Dzisiaj cieszę się, że miałam odwagę na to, by iść za swoimi marzeniami, choć irokeza drugi raz bym nie zrobiła. Nie da się jednak ukryć, że ten irokez to był moment przełomowy, bo od tamtej pory zawsze wyglądam tak, by czuć się dobrze w swojej skórze. I to jest dla mnie wartość nadrzędna.


W poniedziałek prawie udało mi się ubrać w rzeczy, których nie kupiłam 'w normalnym sklepie' gdyż buty i spódniczka z takowego pochodzą ;) Muszę przyznać, że są 4 części garderoby, które bardzo rzadko kupuję w sieci/lumpeksach - buty, spodnie, torby i okrycia wierzchnie. Dzieje się tak głównie dlatego, że ciężko trafić na te rzeczy w swoim rozmiarze, kolorze i upodobaniach, a nie ma co ukrywać - butów skrócić się nie da ;)


Spódniczka pochodzi z H&M. Zawsze kochałam tiulowe ciuchy, lecz tą spódniczkę pokazywali w H&M Magazine, dlatego spisałam ją na straty. Początkowo. Nie dawała mi jednak spokoju, bo szara - mój ulubiony kolor, tiulowo-satynowa ahhhh...W związku z moją niewysłowioną męką pojechałam z bratem do sklepu z zamiarem wydania tej 'fortuny', lecz mój Duży Łoś zadeklarował się, iż będzie to prezent imieninowy dla mnie, więc czuję się rozgrzeszona ;) A co do butów...no cóż, przez okres lata pracowałam w sklepie z dekoracjami do domu, z którego było rzut beretem do Baty. A ja tak strasznie kocham motywy kwiatowe, buty też nie były w astronomicznej cenie...no i się skusiłam ;) Odpokutowałam później, dwoma parami butów kupionych w lumpeksie :D


Podsumowując:


Koronkowa koszula - mamy z czasów liceum
Biała koszula (tłoczona w piękne kwiaty, co Lace nazywa obrusem ;)) - Ralph Lauren (1 zł, sh)
Tiulowy szal (tu jako pasek) - sh
Spódniczka - H&M
Skarpetki - Troll
Czółenka - Bata
Broszka motyl i cała biżuteria włącznie z czarną bransoletką - mamy z czasów liceum
Szara torebka z pierwszego zdjęcia - prababci z lat '40. Gdy miałam 14 lat, skróciłam jej pasek i dodałam pudrowe cekiny i dżety - sami rozumiecie, taki wiek ;) Dziś jest nie do reanimacji...
Kuferek - dostałam od przyjaciół. Tak naprawdę jest na biżuterię, ale w tej sesji jest wymysłem mojego twórczego brata ;)



Translation


Today, full of pride I introduce You my 'Sunday best', which I wore during Easter breakfast with my family. On Monday I had plenty of time to rest and chill out, that's why pictures are taken in forest, close to my house.


On Monday I was wearing:


Lacy shirt - my mum's. She bought it, when she was in Secondary School
White shirt (embossed with beautiful flowers) - Ralph Lauren (bought in sh)
Tulle scarf - sh
Skirt - H&M (a gift from my brother)
Lacy socks - Troll
Pumps - Bata
Butterfly brooch and all jewellery, including black bangle - my mum's. Now mine ;)
Grey handbag in the first picture - my great-grandmother's. She bought it in 1945! At the beginning it was simply grey, but when I was 14, I added light pink sequins. Now it is not to renovation :/
Trunk - I got it from friends. In actual fact it is for jewellery, but in this session, it's an invention of my brother ;)

































Friday

Dzisiejszy wpis powstał dzięki pomocy mojego brata zwanego Dużym Łosiem, inaczej Nadwornym Fotografem, który cały czas mnie rozśmieszał. Lubię takie dni, kiedy po całym tygodniu trudnej pracy świeci słońce, jest ciepło, a w głośnikach słyszę tekst "Sweet sweet baby" Macy Gray i wiem, że już nic nie muszę...dziś poranek spędziłam na zajęciach, a później razem z bratem wyruszyliśmy przez łódzką dżunglę stawić czoła licznym misjom, jak choćby oddanie umarłego iPoda do serwisu ;)
Myślę, że plusem długiego, ciężkiego tygodnia, który powtarza się z denerwującą regularnością jest to, że zaczynamy bardziej cieszyć się zwykłymi rzeczami, których normalnie nie potrafilibyśmy docenić...

Dzisiejsze zdjęcia co niektórzy mogliby uznać za hańbiące dla mnie - mam na sobie aż dwie rzeczy, które kupiłam w sklepie. Po 'normalnej' cenie ;) Dowody rzeczowe to: trencz marki Reserved, kupiony dwa lata temu i trampki Converse. Converse są dla mnie po prostu świętością, bez której nie wyobrażam sobie żadnego dnia, żadnej podróży. Noszę je dosłownie do wszystkiego...raz usłyszałam o sobie, że gdybym mogła, to i założyłabym Chucki do sukni ślubnej. Kocham kupować buty, mam ich masę, choć chyba nigdy nie uda mi się przebić mojej mamy...ale każde szpilki, każde baletki po jednym założeniu lądują w szafie i znowu zakładam wierne, nieśmiertelne Conversy, dlatego na zajęciach miałam trampki, a szpilki leżały w samochodzie ;)

Przełomem są też moje spodnie. Uwaga, uwaga - kupiłam je w Zarze. W normalnym sklepie Zary...ale do tego czynu skłoniły mnie dwie rzeczy - 'lumpeksowa cena', czyli 39,00 zł i brat, który stwierdził, że są naprawdę świetne i pasują do mnie :)


Tak więc podsumowując te wszystkie łupy:

Trencz - Reserved
Czarny sweter - Gina Tricot, kupiony w sh
Rock&rollowy T-shirt - River Island (upolowany na allegro za 9,00 zł :D )
Workowate spodnie - Zara
Apaszka, która tutaj była paskiem - sh
Różowe czółenka - allegro.pl
Trampy - Converse (allegro.pl)
Torba XXL - Primark (allegro.pl)

Okulary - prezent (ale prawdopodobnie Reserved ;))
Kolczyki - Troll
Zegarek - Swatch Stamps (mój wcześniejszy zegarek zwany Cebulką ze względu na kształt, niestety zakończył żywot, więc szybko musiałam znaleźć coś w zastępstwie. Stamps zdecydowanie nie jest wytrzymałym, niezawodnym zegarkiem, ale dobrze służy jako biżuteria :))


Nawiązując do wpisu Seniority Corazon o tym, że można ubrać się od stóp do głów za mniej niż 100 zł z dumą mogę oświadczyć, iż mój zestaw torba+różowe szpilki+t-shirt+spodenki+sweter+wszelkie dodatki nie przekroczył 150 złotych, choć jak na mnie, to i tak dużo :)




Translation

Today's entry was created with the help of my beloved brother, who is called Big Moose, because he made me laugh all the time ;) I love so sunny and warm days like this Friday, when I can relax while listening Macy's Gray "Sweet sweet baby" and be sure that I don't have to worry about anything. It's a big pleasure after a hard week...

The most important thing in shoes is comfort (for me), so to be honest, I rarely wear something else than sneakers ;)I love Converse so much, that I wear them to everything. That's why after my lectures I was in my new Converse...unfortunately I love buying shoes, so I have bought this pink pumps just because it took my fancy.


Today I'm wearing :


Trench - Reserved
Black sweater - Gina Tricot (bought in sh)
T-shirt - River Island (bought at allegro.pl)
Baggy trousers - Zara (sale)
Scarf, which was used as a belt - sh
Pink pumps - no name (allegro.pl)
Sneakers - Converse
XXL bag - Primark (bought at allegro.pl)

Sunglasses - a gift (but probably Reserved;))
Earrings - Troll
Watch - Swatch Stamps









































Jewellery

W związku z moim twierdzeniem, iż nawet parciany worek może uchodzić za wieczorową kreację dzięki świetnie dobranym dodatkom, mam dzisiaj zaszczyt zaprezentować kolekcję swoich broszek i innych ciekawych gadżetów :)

Z broszkami jestem szczególnie związana, gdyż to od nich zaczęła się moja ideologia polegająca na ubieraniu się w rzeczy, które głównie kupuję w second handach, pchlich targach lub sama je projektuję i wykonuję. Nie wiem, ile w tym jest ekologii, a ile pragnienia odróżniania się od innych, ale zaczęłam odchodzić od zakupów w galeriach handlowych również dlatego, że wszystko stało się dla mnie przewidywalne i schematyczne. Lubię kolor fioletowy, ale ile razy może on być motywem przewodnim sezonu? I ile razy można patrzeć na kopiowanie przez Zarę kolekcji największych projektantów? Oczywiście czasem nie mam wyboru i idę na zakupy do sieciówki, bo któż inny poratuje mnie skarpetkami lub gumkami do włosów, ale zazwyczaj staram się być bardziej kreatywna, bo uważam, że żadna to sztuka dać jakiejkolwiek kobiecie tysiąc złotych i ciekawie ją ubrać w ciuchy bershki, stradivariusa czy mango ;)

Gdy zaczęłam szyć, miałam 16 lat, jednak mimo upływu czasu i zaawansowania projektów, zawsze martwię się o to, czy coś, co wymyślę, spodoba się moim klientom? Czy spełni ich oczekiwania i będzie służyło na długie lata? Jednak zawsze pocieszam się faktem, że nigdy nie wypuszczę czegoś, czemu całkowicie się nie poświęcę, czego sama bym nie kupiła. Do swoich metek chyba powinnam dorabiać napis "Made with love" ;)


Translation


In connection with my belief, that even a linen sack can be an evening gown if we choose the right jewellery and accessories, I have the honour of presenting my collection of brooches and a piece of jewellery :)

When I started to sew, I was 16. I became attached to my self-made brooches, just because I realized that I don't want to shop in biiig shopping centres anymore. Now I go shopping to second hands, flea markets or I design my accessories myself. It's not only because of eco-living or the desire for imaginative clothing...I was just tired of predictable 'new collections' or main colours in ordinary shops.















Broszkę w kształcie kwiata z perłowych koralików dostałam na gwiazdkę, a motyl, to kolejny spadek po młodzieńczych latach mamy :)

Brooch, which looks like a flower, I got for Christmas and this cute butterfly is bought by my mum in her youth :)




Kilka egzemplarzy z mojej kolekcji przypinek :)

A few specimens from my collection of pins :)

***

Pierwsze broszki, na których uczyłam się szyć. Dziś powiedziałabym, że daleko im do ideału, ale i tak je bardzo lubię :)

It's my first self-made collection of brooches. I've learnt how to sew, when I was making it. I know, it is not perfect, but I like them a lot.