Think PINK!

Dzisiejszy post zadedykowany jest odpowiedziom na różne pytania i zdjęciom miejsca, z którego bloguję, czyli realizacji wszystkich zabaw, do których zostałam wciągnięta :) Na samym początku jednak chciałabym pochwalić się swoją nową fryzurą, a raczej kolorem :

Today I'm going to answer a lot of questions and show my 'blogging place', but first of all, I want to share my new hairstyle with You :












Są trzy kolory, które uwielbiam mieć na włosach - brąz(wszelkie odcienie), rudy (wszelkie odcienie) i różowy. Ponieważ moim znakiem rozpoznawczym są intensywne barwy, rudy nosiłam w tamto lato, a brązowy przez niemal cały ostatni rok, to postawiłam na różowy. Nie jest to taki odcień różowego, jaki kocham najbardziej, ale ten też jest naprawdę nietypowy - taki różowo łososiowy. Osobiście nazywam go neonówką ;) Za drugim farbowaniem będzie jednak o ton czy dwa ciemniejszy. Jestem z niego strasznie dumna. Moja mama też ;)

Na wszelki wypadek chciałabym zaznaczyć, że nie jestem żadnym 'emo', ani fanką harajuku. Nie występuję też w tanich pornfilmach klasy F. I nie, nie obchodzi mnie, czy moja fryzura albo ciuchy są zgodne z najnowszymi trendami, a już na pewno nie zamierzam być 'młodą damą zainspirowaną francuskim stylem'. Lubię po prostu eksperymentować z włosami, sprawia mi to straszną frajdę. Poza tym, należę do tej grupy ludzi, którzy bez względu na upływ lat nadal ciężko wierzą, że są w stanie zmienić świat na lepsze, dlatego funduję mieszkańcom mojego miasta różne rozrywki. Lubię przechodzić ulicami i patrzeć, jak ludzie uśmiechają się na mój widok, a później słyszeć za swoimi plecami "Ty, widziałeś? Ale czad!". Oni mają ze mnie niezły ubaw, a ja z nich ;) Wbrew pozorom wszyscy bardzo pozytywnie odbierają każde moje szaleństwo...no i cieszę się, że jakoś pobudzam do życia mieszkańców Koluszek (mojego rodzinnego miasta) - u mojej fryzjerki trwają zapisy na "mój rudy", natomiast ją samą namówiłam na ufarbowanie włosów na piękny granatowy kolor :) Tutaj wszystko wydaje mi się jakieś takie bardziej przyjacielskie, pozytywne, kolorowe...

There are three hair colours, which I like: brown, ginger and...pink! I had ginger last summer, almost whole year my hair was brown so this time I've decided to dye my hair pink ;) I want to emphasize, that I'm not fascinated by emo style or harajuku - I just like changing my hairstyles and colours. That's all and I don't care if it's fashionable or not.


No ale, skończmy o włosach, a zacznijmy od przesłuchania, jakiemu poddała mnie Jukejka :)

Jukejka tagged me, so here are my answers, but no, I'm not going to translate it. Too much work for lazy Lucia haha ;)


[1] Twoja aktualna obsesja:

Psy rasy alaskan malamute. Zawsze podobały mi się labradory (bo mają podobne usposobienie do mnie, dobrze byśmy się dogadywali ;)) i alaskany - uwielbiam chodzić na długie spacery, biegać, ale z psem. Malamut to byłoby to, niestety nie mam aktualnie czasu na psa, więc wmawiam sobie, że na pewno nie byłabym dla niego dobrym właścicielem.

[2] Twoja najdziwniejsza obsesja?

Nienawidzę, gdy mój brat mości się na moim łóżku, zrzucając przy tym wszystkie poduszki, ciuchy i co tylko jest w jego zasięgu - jestem wtedy w stanie go zamordować. I nie znoszę, jak mi ktoś nagryza kanapki :P

[3] Co masz na sobie?

Jeansy, rockową koszulkę i wielką, misiowatą bluzę podszytą futrem - pogoda się załamała.

[4] Co dziś na obiad?

Ogórkowa, ale jadłam ją na kolację ;)

[5] Czemu dzisiejszy dzień jest specjalny?

Bo w końcu udało się ściągnąć różową farbę do włosów (pigment do włosów to nie farba) i dzięki temu mogę uśmiechać się do siebie za każdym razem, kiedy mijam lustro - bardzo banalne, ale zmiana koloru włosów na długi czas poprawia mi nastrój.

[6] Czego chciałabyś się nauczyć?

Wielu rzeczy...przede wszystkim chciałabym nauczyć się zmuszać siebie do wcześniejszego wstawania i robienia rzeczy na czas - zazwyczaj wszystko robię na ostatnią chwilę.

[7] Ostatnia rzecz jaką kupiłaś??

Ooo, dużo rzeczy kupiłam ostatnio - wczoraj byłam w moim ulubionym lumpeksie ;) Jednak najbardziej istotny jest zakup pięknej tuniki z Zary, nowiusieńkiej - jeszcze z papierowymi metkami za 15 zł. Normalnie nie byłoby to nic wielkiego, ale tej jesieni oglądałam dokładnie tą tunikę na wyprzedaży i stwierdziłam, że nie wezmę, bo tak naprawdę nie jest w moim guście, a nie przekonała mnie na tyle, żeby nawet po przecenie płacić za nią 50 zł. No i sama do mnie przyszła ;)

[8] Czego słuchasz teraz?

Roda Stewarta - 'Some guys have all the luck'. Bardzo stara piosenka i bardzo fajna zarazem.

??

[10] Twój najważniejszy cel do osiągnięcia w tej chwili?

Zdecydować się na jakieś studia i ruszyć w końcu z milionem dokumentów, które zawalają moje biurko i ciągle udaję, że ich tam nie ma.

[11] Co myślisz o osobie, która cię otagowała?

Myślę, że musi być bardzo sympatyczną, otwartą osobą, aż szkoda, że tacy opuszczają nasz kraj. No i jest bardzo kreatywna - widać po przeróbkach ciuchów...i fryzurze ;)

[12] Ktoś ci kupi chatę, umeblowaną itp itd, gdzie możesz mieszkać bez zamartwiania się o rachunki. Gdzie by to było??

Mam 4 takie miejsca:
- gdziekolwiek w Badenii-Wirtembergii w Niemczech - bo blisko do Szwajcarii i Francji, można wyskakiwać na weekendy, natomiast te małe miasteczka zbudowane w klasycznym, niemieckim stylu po prostu powalają swoim urokiem.
- gdzieś na północnym wybrzeżu Krety - dla widoków, błękitnej wody, historycznego ducha, jedzenia i największego stężenia przyjacielskich ludzi na metr kwadratowy, z jakim miałam szansę się spotkać.
- gdziekolwiek, gdzie jest idealnie błękitna woda, ciepło i można rozwiesić hamak pomiędzy dwoma palmami. Nie ma żadnych paskudnych sieciówkarni(czyli centrum handlowego ;)), a turyści kontratakują przez max pół roku(coby mi się nie nudziło ;))
- w moim rodzinnym mieście, tylko spokojniejszej dzielnicy, gdzie jest więcej zieleni i bliżej do stadniny koni.

[13] Co chciałabyś mieć teraz w swoich rękach?

Kluczyki do jakiegoś starego, amerykańskiego wozu, najlepiej do Pontiaca z 1960 roku. Pudroworóżowego z tapicerką w kolorze écru - niedoścignione marzenie ;)

[14] Czego chciałabyś się pozbyć?

Połowy mojej empatii i dbania o uczucia ludzi. Zawsze staram się być dobra dla innych, nawet, gdy oni kompletnie na to nie zasługują. I tego, że zawsze chcę dopiąć wszystko na ostatni guzik, przez co gnębią mnie myśli.

[15] Gdybyś mogła się wybrać gdziekolwiek na nadchodzącą godzinę, gdzie by to było?

Tajlandia. Bez dwóch zdań.

[16] Jakiego języka chciałabyś się nauczyć?

Wielu. Przede wszystkim dobrze posługiwać się tymi, których się uczę...a jak już to zrobię, to szwedzkiego i hebrajskiego.

[17] Czego szukasz w przyjaciołach?

Poczucia humoru, wysokiej tolerancji, możliwości porozmawiania o wszystkim. I odwagi.

[18] Kogo chciałabyś poznać osobiście?

(a nieżyjący też się liczą?)

Franka Sinatrę - uwielbiam go. Myślałam nawet o wytatuowaniu sobie jego inicjałów. Rzadko spotyka się facetów z taką klasą, takim głosem i takim uśmiechem. A z żyjących to Andrea Bocelli - jest moim drugim idolem po Sinatrze. Chciałabym się dowiedzieć czy jest tak samo uczuciowym, pełnym magii człowiekiem, jak jego muzyka.

[19] Ulubiony rodzaj muzyki?

Słucham chyba wszystkiego poza hip hopem. Najbardziej jednak pociąga mnie jazz, blues, rock i klasyka.

[20] Ukochana część twojej garderoby?

Malinowe Emu

[21] Praca marzeń?

Jakakolwiek, byle z zabójczo kreatywnymi, przyjaznymi ludźmi. I żeby umożliwiała mi normalne funkcjonowanie.

[22] Ulubiona modelka?

Nie przepadam za modelkami. Jeśli już, to lubię Agyness Deyn - za to, że wygląda inaczej niż wszystkie inne ;)

[23] Na co najchętniej wydałabyś 100 dolarów?

Na tatuaż albo jakieś niespodzianki dla bliskich.

[24] Gdybyś mogła wybrać dożywotnią dostawę czegoś do domu, co by to było?

Greckiego żarcia i produktów Marimekko - kocham ich wzornictwo, jest takie kolorowe, elektryzujące.

[25] Girl crush? Natalie Portman, w szczególności, gdy nosiła irokeza ;)

[26] Czy jest ktoś, kogo styl uwielbiasz?

Nie inspiruję się żadną jednostką, za to lubię obserwować ludzi na ulicach.

[27] Opisz swój styl.

Nie mam żadnego konkretnego stylu. Nie jestem ani retro, ani emo, ani punk ani nic innego...cokolwiek słowo 'styl' miałoby oznaczać, to na pewno mój styl jest kolorowy, a moja szafa mieści wszystko, zaczynając od eleganckich kiecek Monnari, po indyjskie spódnice z milionem koralików i brzęczących dzwoneczków.



A na deser, wciągnięta do zabawy przez Marissę prezentuję Wam miejsca, z których bloguję.

Marissa tagged me too, so here is my 'blogging zone' ;)


Na pierwszym miejscu jest moje łóżko - stamtąd odpowiadam na wszelkie komentarze, przeglądam Wasze blogi i okupuję allegro. A poza tym, to spędzam tam połowę życia, najzwyklej je przesypiając ;)

My fav place - my bed :





Na drugim miejscu jest moje wielkie biurko. Tutaj z kolei zazwyczaj tworzę posty.

As You can see below, it's my big desk. Here I usually write my entries.




A tutaj w zbliżeniu mój ulubiony anioł - kiedyś dostawałam ich tyle, że w końcu zrobiła się kolekcja. Jest ręcznie wykonany.

My favourite angel - it's handmade. I have a small collection ;)




No i nieodłączna kawa - piję ją kilka razy dziennie, zawsze w tym kubku. Przywiozłam go z Pragi jakieś 5/6 lat temu. Zawsze, gdy siadam do komputera na dłużej, albo mam coś trudnego do przemyślenia, to muszę mieć kawę ;)

Ahh, and a cup of coffee - my beloved drink. Always, when I have to spend long hours with my notebook, I need to have it. This mug is my beloved one - I've bought it in Prague.




Aha, i jeszcze mam kogoś wytypować tak? Niestety nie orientuję się już, kto odpowiadał, a kto nie, więc stawiam na tych, co na pewno się jeszcze nie przyznawali, bądź nie kojarzę, żeby się przyznawali, a chętnie poczytam (do obu zabaw) ;):

- Weronika
- Lumpexlover
- Seniorita Corazon
- Kotowa

Jeśli ktoś jeszcze nie odpowiadał i umknęło to mojej uwadze, a ma chęć wziąć udział w zabawie - proszę mi się natychmiast przyznać w komentarzach - dodam link :)))


Ajj i jeszcze chciałam ponownie podziękować za wciągnięcie do zabawy - sama miałam niezły ubaw, gdy odpowiadałam na te pytania ;) Jukejka, Marissa - dzięki! :)))

Before and after + DIY

Dzisiaj będzie trochę o rzeczach, a konkretniej o ciuchach, na których przerabianie kompletnie nie miałam do tej pory czasu...ale czas już jest, więc poddałam metamorfozom wiele rzeczy zapychających najciemniejsze czeluście moich szaf ;)

Swoją opowieść chciałabym zacząć od tej kamizelki:




Kamizelka została kupiona przeze mnie w lumpeksie jakiś miesiąc temu. Kupiłam ją ponieważ wykonana jest z lnu najlepszej jakości, natomiast jej kolor był tak nietypowy, że nie mogła nie być moja. No i trzeba jeszcze dodać fakt, iż wykonana została przez Benettona gdzieś pomiędzy rokiem 1980-2000, kiedy to posługiwali się jeszcze starym logiem, a ich ciuchy były synonimami jakości. Można powiedzieć, że kolekcjonuję ich ubrania z tamtego okresu - takie kolory i takie wykonanie dzisiaj jest u nich rzadkością, niestety. Nie zraził mnie nawet jej rozmiar - 46. Stwierdziłam, że ja i tak coś wymyślę, więc uboższa o 8,00 zł przytaszczyłam kamizelkę do domu.

Gdy zajrzałam w głąb swojej garderoby, to nagle mnie olśniło - rok temu kupiłam buty Benettona właśnie z tego samego okresu, w takim samym kolorze, jak zakupiona przeze mnie kamizelka! Czułam się co najmniej jakbym odkryła Amerykę, bez kitu ;) Trzeba dodać, że buty oprócz zabójczego koloru, mają naprawdę nietypowy krój i są tak wygodne, iż mogłabym w nich równie dobrze spać ;)

Dzisiaj w końcu zabrałam się za przeróbkę tej słynnej kamizelki - zawsze marzyłam o takiej długiej kamizelce, na styl fraka. Trochę pokombinowałam i aktualnie kamizelka wygląda tak:










Z tą kamizelką to jednak nie koniec - czekam na dostawę 70 guzików muszelkowych, którymi zostaną wyszyte 'klapy' mojej kamizelki. Dość istotne są tutaj spodnie - kupiłam je w lumpeksie rok temu. Żałuję, że nie mam zdjęć tego, jak wyglądały przed przeróbkami - były dzwonami z początków marki Orsay (brrr), które swoją świetność miały dawno za sobą. Podobał mi się jednak kolor i dość nietypowe szycie...no i stwierdziłam, że z taką ilością krawców, jaką znam, na pewno coś wymyślę. Tak więc przyjaciel mojej mamy całkowicie je zwęził, a ja poddałam procesowi podniszczania (min żeby ukryć skrócone nogawki). Dzisiaj wyglądają mniej więcej tak, ale z nimi, tak jak z kamizelką, to jeszcze nie jest koniec - ich tylnie kieszenie zostaną całkowicie wysadzone ćwiekami.




A oto moje boskie buty kupione na Allegro za całe 9,00 zł ;)




Kolejnym allegrowym łupem jest moja torba - kicz taki, że jak na nią patrzę, to śmieję się sama do siebie. Uwielbiam ją ;)




Co do takiego total DIY - guziki to coś, na punkcie czego mam kompletnego świra. Mam z nich kolczyki, bransoletki, breloczki, paski, broszki, a nawet tworzę z nich obrazy, które przyszywam do jednokolorowych swetrów, tak więc wczoraj w nocy z braku jakiegoś konkretnego zajęcia zrobiłam sobie dwie bransoletki. Jedyne, czego potrzeba do wykonania takiej biżuterii to guzików(w kolorach wg upodobania) i konopnego sznurka bądź czegokolwiek innego, co przejdzie przez wąziutkie dziurki (nie, satynowa wstążka nie przejdzie - zapewniam). Zrobienie takiej bransoletki nie kosztuje nic, jest idiotycznie proste, a założone więcej niż trzy w pochodnych kolorach wyglądają rewelacyjnie (ja sama mam 15 wykonanych z różnych rodzajów sznurków i guzików, w przeróżnych kombinacjach - jest jeszcze jedna metoda, ale o tym innym razem ;))




Jak już jesteśmy przy biżuterii, to jest to na tym zdjęciu są wszystkie moje ulubione broszki:

- filcowy konik - allegro
- wielki guzikowo-filcowy kwiat - Nümph
- czerwony guzik - prezent od brata
- biedronka - kupiona wieki temu w krakowskich sukiennicach

Reszta rzeczy, o których nie wspomniałam w tekście:

- gorset - Nümph
- okulary - Atmosphere Opia
- fioletowa szarfa - jest częścią innej tuniki Nümph (ale tego Nümpha się dzisiaj nazbierało ;))


Translation

Soon. Today Lucia is deadly tired ;)


Update: Stwierdziłam, że na dzisiejszych zdjęciach mam bardzo zwierzęce cechy - wyraz twarzy chomika, fryzura jak zmokła kura ;) :D Wybaczcie, to z przedawkowania wolności ;)

!!!! WYSTAWA FOTOGRAFICZNA !!!

Dzisiejszy post jest tylko dla tych, którzy kochają fotografię, noszą lustrzanki i cyfraki ważące pół kilograma w torebkach, a tysiące zdjęć kiszą na swoich twardych dyskach, bo nie było jeszcze okazji zrobienia z nimi czegoś ciekawego...


...dla tych wszystkich i nie tylko, mam unikalną propozycję:







Poszukuję zdjęć, które zostaną wystawione podczas festiwalu INFEKCJA KULTURALNA. Jest to festiwal Młodych Aktywnych, którego głównym celem jest promowanie młodych ludzi żyjących z pasją. Festiwal odbędzie się w dn. 20-21 czerwca 2009 w Koluszkach w woj. łódzkim, jest to jednak impreza ogólnopolska, a osoby zakwalifikowane zaprezentują swoje najlepsze fotografie na ogólnopolskiej wystawie „Pasja i ludzie z pasją” oraz w internetowej galerii festiwalu. Wszystkim autorom zdjęć wyślemy do domu dokument potwierdzający udział, na którym znajdą się loga naszych patronów medialnych, czyli:











Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w wystawie?

- mieć od 16 do 30 lat,
- zrobić zdjęcia na temat „Pasja i ludzie z pasją” i przesłać je na podany adres,
- zaakceptować Regulamin Projektu.

Zgłoszenie powinno zawierać:

- wypełniony formularz zgłoszeniowy ----> FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
- fotografie na temat „Pasja i ludzie z pasją” (w nazwie pliku należy wpisać imię i nazwisko autora obraz liczbę porządkową)


Formularz zgłoszeniowy oraz fotografie należy wysłać na adres lucias.patterns@gmail.com (czyli mój ;)) do dn. 31 maja 2009 r. Przed wysłaniem zgłoszenia zapoznajcie się z Regulaminem Projektu. O wynikach rekrutacji osoby uczestniczące zostaną poinformowane do dn. 7 czerwca 2009 r.


To było tak czysto informacyjnie, a teraz może coś więcej na temat samego festiwalu, bo liczę, że nie tylko część z Was zostanie zachęcona do udziału w wystawie ale również do przyjechania na festiwal.

Festiwal jest kolejnym projektem KLUBU ALUMNA. Czym jest Klub Alumna? Zajrzyjcie na stronę ;) Jestem jednym z jego członków, tak więc od roku przygotowuję wyżej wspomniany festiwal. Jednym z moich osobistych zadań jest organizacja wystawy fotograficznej, która zostanie zainstalowana w parku miejskim i będzie tam aż do końca trwania imprezy, a później pojawi się na stronach internetowych. Oglądając Wasze blogi wpadłam na pomysł, że zamieszczę ogłoszenie o wystawie na swojej stronie, ponieważ wiele z Was robi niesamowite zdjęcia i wielu z Was zasługuje na to, by ich prace zobaczyła większa rzesza ludzi. Jest to festiwal ogólnopolski, a organizatorzy oraz współorganizatorzy pochodzą z różnych rejonów kraju - jesteśmy bardzo mobilnymi ludźmi, dlatego macie szansę nie tylko na pierwszą publikację swoich prac - jeśli jeszcze nie zdążyliście tego zrobić, ale także na to, by to Wasze zdjęcia wpłynęły na innych ludzi, pomagając nam zarazić ich pasją. ;)

O idei festiwalu przeczytacie na stronie domowej, którą już zdążyłam tutaj podać. Cóż mogę dodać od siebie? Ludzie, którzy go tworzą pracowali bardzo ciężko przez cały rok, po to, by umożliwić innym spełnienie marzeń. Nie jesteśmy amatorami - nasza impreza, choć nie jest to Opener, posiada wszystkie odpowiednie ubezpieczenia, profesjonalną ochronę, a całe miasto przygotowuje się na przyjęcie uczestników już od dawna. Jeśli zawsze chcieliście się nauczyć żonglerki czy salsy, zobaczyć na własne oczy prawdziwy fireshow połączony z tańcem albo dowiedzieć czegoś więcej o terenowych grach fantasy, to po raz pierwszy macie szansę nauczyć się tego wszystkiego całkowicie za darmo.

Pewnie zapytacie, dlaczego Koluszki, przecież to takie małe miasteczko? Bo Koluszki leżą niemal w centrum Polski i nikt z 70 organizatorów nie będzie miał do przejechania całego kraju, a dwa, że uwierzcie - w sercu Warszawy nikt nawet nie zwróciłby na festiwal uwagi. Chodzi o to, że jednym z naszych celów jest aktywizacja społeczeństwa, natomiast w dużych miastach, nie tylko trudniej jest zorganizować cokolwiek i wzrastają koszty (a przypominam, że jesteśmy organizacją non profit), ale również mieszkańcy miast mają wiele możliwości na spędzanie wolnego czasu...dla wielu ludzi tutaj będzie to pierwsza możliwość znalezienia kreatywnego sposobu spędzania czasu.

O festiwalu samym w sobie napiszę jeszcze na ok tydzień przed początkiem imprezy. Umieszczę tam wszystkie informacje na temat noclegów, pobytu, atrakcji i wszystkiego, co tylko wyda Wam się istotne, jeśli wyrazicie zainteresowanie.

Jeśli tylko macie jakieś pytania związane z wystawą, festiwalem, Klubem Alumna (bądź jesteście w posiadaniu tajemnej listy bogatych i przyjaznych młodym ludziom sponsorów - przyjmujemy każdą kwotę, choćby to było 20 zł ;)) to oczywiście moja skrzynka mailowa czeka na Wasze wiadomości 24 godziny na dobę.


Ja sama jestem w stanie powiedzieć tyle, że włożyłam w to masę serca i przez cały czas trwania festiwalu będę na nogach - aktualnie zakuwam na pamięć trzydniowy program dla organizatorów w najdrobniejszych szczegółach. Każdego dnia będę gdzieś w terenie, pomagając przy prowadzeniu warsztatów, jak i patrolując miasto w nocy. Bynajmniej jeśli tylko zapragniecie odwiedzić Łucję w Koluszkach i zobaczyć nasze dzieło na własne oczy - piszcie, będę gotowa odebrać Was ze stacji oraz postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, żebyście spędzili tutaj czas na tyle satysfakcjonująco, że nie będziecie mieli ochoty nas opuszczać ;)


A to, tak na wszelki wypadek, gdybyście nie uwierzyli, że jesteśmy profesjonalistami ;):






http://i595.photobucket.com/albums/tt40/luciaspatterns/dance.jpg

Lucia's big black bag

Dzisiaj zostałam zachęcona przez Basię do wzięcia udziału w akcji 'Pokaż wszystkim co masz w torbie'. Choć generalnie zawsze robię odwrotnie niż wszyscy, to jednak tym razem zrobię jak wszyscy, bo popieram wszelkie inicjatywy i projekty.

Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że nie paraduję z taką zawartością na co dzień...po prostu od poniedziałku, kiedy to zdawałam swój ostatni maturalny egzamin - ustny polski nie wybierałam się nigdzie z torbą takiej wielkości, że byłaby w stanie - cytuję "Pomieścić Senioritę Corazon i wysłać w luku bagażowym na Bora Bora" ;) Tak więc została tam cała moja poniedziałkowa zawartość. Tak więc :





Zaczynając od samego dołu zdjęcia:


- Parciana saszetka - pochodzi od innej torby. Noszę w niej stare chusteczki, papierki po cukierkach i tym podobne. Czyli śmietnik taki przenośny ;)
- H&M magazine - zaraz po maturze wybrałam się do centrum handlowego, bo Blackbow zameldowała mi, że likwidują mój ulubiony sklep - łódzkiego Trolla. Przekonałam się na własne oczy - Troll zlikwidowany, ale za to zwędziłam H&M magazine. Strasznie lubię oglądać takie gazety...bo ja damskich gazet nie czytam (za wyjątkiem Elle i Nylonu, które faktycznie czytam od deski, do deski) - ja je tylko oglądam ;)
- 3 rodzaje 'błyszczyków' - ciągle jakiś tam wrzucałam i są aż trzy.
- National Geographic Traveler - czytam nałogowo, a później się zastanawiam, czy zawartość mojego konta wystarczy na bilet kolei transsyberyjskiej ;)
- zakreślacz
- ulubiona teczka z Kubusiem Puchatkiem - zwróćcie uwagę na napis. To mnie zawsze podbudowuje ;)
- Okulary - serca. Zawsze takie chciałam mieć ;)
- Ulubiony fioletowy długopis w ludziki
- Wielki, stary, materiałowy album z reprodukcjami obrazów(wykonany przeze mnie)- rekwizyt do prezentacji maturalnej.
- Przypinka mojego liceum. Powinnam spalić i zakopać.
- To coś w kratkę - w tym trzymam wszystkie dokumenty.
- Breloczek - kominiarz. Moja mama dała mi go na szczęście przed maturami.
- Portfel wielkości niezłej kopertówki. O nim powinien być osobny post, bo zawiera jeszcze dziwniejsze rzeczy, niż moja torba ;)
- Rachunek z Maka, który poprawia mi dzień pysznymi, zdrowymi cheesburgerami :)
- Tucznik - czyli piórniko-saszetko-kosmetyczka. O nim było już wcześniej. Jestem w stanie wepchnąć go nawet do miniaturowej, wieczorowej torebeczki ;)
- Mineralka
- Jako-taka treść mojej prezentacji z zaznaczonymi kluczowymi fragmentami.
- Orbitki
- iii na samym końcu, to kolorowe w 'wiatraczki' to mój organizer. Jak trzecia ręka.







Jeden z obrazów. Prezentowałam temat: Być Żydem w Polsce. Przedstaw sposoby prezentacji Żydów przez polskich pisarzy. Tą kulturą interesuję się od daawna, przeszłam wiele projektów, również międzynarodowych o tej tematyce i nadal ciężko rozważam złożenie papierów na Judaistykę. Nauka hebrajskiego to byłby 'czad' ;)






A tak generalnie wyglądał każdy mój tydzień przez ostatni rok. Lekko nie było, ale nikt nie mówił, że będzie...

How old is she ???

Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym będę musiała powiedzieć ile mam lat. Nie lubię tego robić, ponieważ uważam, że wiek nie jest żadnym kryterium, a wręcz czynnikiem mylącym i nie pozwala nam na obiektywną ocenę osobowości oraz zachowania człowieka.

Ja chciałam pokazać Wam mój wachlarz zainteresowań, zarazić swoją pozytywną energią i zapoznać z moimi specyficznym sposobem postrzegania świata. Nie lubię mówić o swoim wieku dlatego, że jestem dość młoda, jednak zajmuję się wieloma rzeczami naraz, wszystko mnie interesuje i zawsze rzucam się na głęboką wodę. Często ludzie, dowiadując się, ile tak naprawdę mam lat najzwyklej nie biorą mnie na poważnie, nie dając mi nawet szansy na wykazanie się. Dlatego nie mówię ile mam lat. To wiele upraszcza i pozwala mi na efektywne działanie.

Tak więc przyszedł ten przełomowy moment - mam 19 lat :) Nikomu nie udało się zgadnąć, choć wielu było blisko haha ;)

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie dzieliłam się wrażeniami maturalnymi...Wynika to z mojego systemu wartości. Matura jest dla mnie czymś, co po prostu trzeba przejść, jak milion innych rzeczy. Oczywiście obawiałam się, jak każdy maturzysta, jednak tylko dlatego, że absolutnie nie chciałam poświęcać swoich cennych najdłuższych w życiu wakacji na takie bzdury jak zakuwanie wszystkich wydarzeń historycznych od 2000 roku do minus nieskończoności. Te cztery miesiące są moim czasem na zrealizowanie wszystkiego, na co do tej pory nie miałam czasu. Na nadrobienie zaległości w lekturach, na obejrzenie wszystkich filmów, które ciągle odkładałam na półki, na krawieckie eksperymenty, których ciągle dokonywałam dla wszystkich, tylko nie dla siebie...no i przede wszystkim na realizację marzeń. Od tak małoformatowych jak znalezienie w sobie odwagi na zrobienie tatuażu, który próbuję zrobić już od 14 roku życia i ciągle coś mi w tym przeszkadza, do tych, o których myśli się latami - jak podróż samochodem przez pół Europy, sypiając na plaży w Chorwacji czy parku w samym sercu Wiednia, by móc choć raz poczuć się naprawdę wolnym. I wiele wiele innych...

Ile z tego uda mi się wykonać? Nie wiem, ale tak jak zawsze, dam z siebie wszystko by móc odhaczyć kolejny punkt ma mojej liście 'TO DO' zajmującej honorowe miejsce na pulpicie komputera.

Oczywiście przez cały ten czas, oprócz realizacji starych planów, będę intensywnie pracowała, zarówno dla pozarządowych organizacji i stowarzyszeń, do których należę, jak i po prostu pracowała...powiedzmy plastycznie. Efekty przyjdzie Wam ocenić dopiero w połowie lata, kiedy skończę swoje projekty. Teraz aktualnie pracuję nad nowatorskimi metodami farbowania, szycia, drukowania, spajania i wielu wielu innych. Mogę zdradzić Wam rzecz, nad którą ostatnio nocami łamię sobie głowę, bo jest przy tym tyle dłubania, że podejmować się tego może wyłącznie szaleniec...a więc - torebki zrobione z puszek już były, czas na coś nowego…tak więc staram się przetworzyć stare radio z PRLu na damską torebkę. Obudowa pozostaje - trzeba mu wypruć wszystkie flaki, by było lekkie no i przetopić na dwie połowy. Zamykane połowy. Albo inaczej? Bez ustanku nad tym myślę. Plan jako taki jest, narzędzia są, materiały są…zobaczymy, kiedy znajdę na to czas. To jest moje osobiste wyzwanie bez limitu czasowego. Jak się uda, będę nosiła z dumą ;)


Dzisiaj jednaka nie o tym. Dzisiaj najważniejsza jest nagroda, którą przyznała mi Maria Angela, autorka bloga Corkscrew Tales. Maria zabiła mnie swoim uzasadnieniem przyznania mi nagrody - "Lucia of Lucia's Patterns - this girl has such a fun and unique sense of style that I LOVE reading about! The best part is she shares her inspiring outfits with her readers!". Niesamowicie Ci dziękuję, Maria!

Today more important thing than my age is an award, which gave me lovely Maria Angela, an author of blog Corkscrew Tales. Maria completely floored me with a justification for rewarding me - "Lucia of Lucia's Patterns - this girl has such a fun and unique sense of style that I LOVE reading about! The best part is she shares her inspiring outfits with her readers!". I've melted like an ice cream during sunny day. THANK YOU A LOT, MARIA!



Rules:
1. Accept the award, post it on your blog together with the name of the person who has granted the award, and his or her blog link.
2. Pass the award to 15 other blogs that you've newly discovered. Remember to contact the bloggers to let them know they have been chosen.


Wiem, że wiele osób 'nie bawi się' w takie obrazki, ale ja się jak najbardziej bawię, gdyż uważam, że mimo wszystko, to jest jakaś forma uznania. Wiem, jak cenny jest ludzki czas, dlatego staram się, by to, co widzicie było jak najlepszą częścią mnie i moich możliwości, by Wasz czas poświęcony na czytanie kilkunastu słów nie był stracony i jestem niesamowicie szczęśliwa, gdy ktoś to docenia. Tak samo ja cieszę się, mogąc poznawać Wasze niesamowite osobowości, bo dla mnie nie ma nic ważniejszego niż ludzie. Kocham się od nich uczyć, kocham z nimi pracować i kocham ich poznawać...dlatego odkąd mam 14 lat aktywnie udzielam się społecznie. I żadne tam matury i inne bzdury nie są w stanie powstrzymać mnie przed organizacją kolejnego przedsięwzięcia ;)

Pomimo, iż powinnam nominować 'nowo odkryte blogi', to jednak trochę odejdę od tej zasady. Wybór i tak jest ciężki i chyba niedługo ustanowię 'Nagrodę imienia szalonej Łucji', by móc obdarować nią wszystkie blogi, które znajdują się w moich zakładkach i te, które obserwuję, bo wszystkie(!) czytam i uważam, że zasługują na uwagę.

I know that I should give a prize to newly discovered blogs, but there are still so lovely blogs, which just MUST be awarded!


No dobra, moja lista osób, które dzisiaj chcę obdarować tytułem 'One lovely blog':

It was a difficult choice, but here is my list of blogs, which I wanted to reward with 'One lovely blog award':


1. J. na Leśno-Marchewkowej - na każdy post J.Z czekam jak dziecko na Boże Narodzenie. Jest profesjonalistą we wszystkim, czego się dotknie. Jej unikalny styl, który nie poddaje się żadnym gazetowym modom, jej zdjęcia i cała grafika bloga to poezja dla mych oczu. Uwielbiam J.Z również za to, że stwarza niezwykle przyjazną atmosferę i każdy czytelnik może liczyć na Jej uwagę.

2. Blackbow Vintage - czy chce, czy nie chce, to ma ode mnie nominację. Charakterystyczne jest to, że Blackbow nie udziela się na żadnych blogach ani stronach, ale Ona cała jest niesamowicie charakterystyczna, niesamowicie kolorowa i niesamowicie inspirująca. Gdybym miała wyznaczyć polską wersję Agyness Deyn, to z pewnością byłaby to Blackbow. I bardzo dobre jest to, że Blackbow często wystawia swoje łupy na allegro ;)

3. Kotowa - Kotowa oprócz zabójczej fryzury i wyglądu rasowej modelki, jest przede wszystkim niezwykle zabawną, sympatyczną osobą, którą cenię za jej naturalność i bardzo specyficzne zestawienia ;)

4. Balbina - Balbina dopiero co się przeprowadziła na Bloggera, jednak ja dobrze pamiętam jej wpisy na starym blogu i nominuję ją za Balbinowe spojrzenie na świat oraz ciuchy ;)

5. Juliet - choć rzadko dodaje swoje wpisy, to jednak każdy oglądam z miną kota spijającego śmietankę. Każdy jej zestaw ciuchów zbudowany jest z prostych elementów i za to ją podziwiam - ja zawsze muszę wyjść z domu obwieszona jak choinka, inaczej nie czuję się dobrze ;)

6. Ettastyle - Etta charakteryzuje się przede wszystkim zabójczymi zdjęciami i świetną, świetną grafiką. Ile razy patrzę na jej zdjęcia, to myślę, że kiedyś w końcu powinnam wybrać się do tej Finlandii (nie mylić z wódką :P ;)).
Etta take just stunning photos and the graphics of her blog is amazing. How many times I look at her photos, I think that I should finally go to Finland ;)

7. Emz - za miks mody z podróżami i wszystkim, co ją otacza. I za piękne kwiaty na ścianie (ah, dlaczego ja w swoim domu już nie mam żadnej wolnej ściany? ;))
For a mix of fashion, travels with everything which surrounds her. And for the beautiful flowers on the wall (ah, why I don't have free wall to paint? ;))

8. Diane - łowca zabójczych ciuchów, zabójczych zdjęć i posiadaczka niesamowitego poczucia humoru, a przede wszystkim niesamowicie sympatyczna osoba :)
Diane is a cool clothing hunter and the owner of good eye for stunning photos, but the most important for me is her peculiar sense of humour and that she is incredibly likeable person :)

9. Jukejka - za świetne, oryginalne podejście do mody, kreatywność i kolarze. I za fryzurę ;)


...and once again, many thanks for an award, Maria Angela!!! :)

The story of my hairstyles

W dzisiejszym wpisie główną rolę odgrywa moja nowa fryzura. Jestem tak zadowolona, że w końcu pozbyłam się ogromnej ilości moich włosów, które objętością przypominały lwią grzywę, że wręcz nie mogę się oderwać od lustra ;) Na wszystkich moich poprzednich zdjęciach mam włosy, które zapuszczałam 3 lata, przy czym przez ostatni rok ani razu nie byłam u fryzjera(za wyjątkiem podcinania grzywki, abym mogła widzieć, gdzie idę). PRZEZ ROK! Aż ciężko mi w to uwierzyć, że JA wytrzymałam przez rok bez fryzjera, ale prawda jest taka, że przez ten cały rok nie miałam nawet chwili, by móc iść do fryzjera, natomiast na wizytę dentystyczną potrafiłam umawiać się o 9 wieczorem. Cały rok mojego życia poświęcony był pracy - zarówno tej, powiedzmy zarobkowej, jak i społecznej oraz nauce. Bynajmniej zgodnie z twierdzeniem mojej babci - "Wszystko się kiedyś kończy. Nieszczęścia też", moje nieszczęście się skończyło i w końcu, niczym Robinson Cruzoe, powróciłam do cywilizacji w formie wizyty u fryzjera. Choć fryzjerka, pani Justyna - realizująca moje największe fanaberie nieprzerwanie, od 5 lat nie chciała ściąć mi włosów tak totalnie na krótko, bo było jej zbyt szkoda, to dzięki jej inwencji twórczej i tak ponownie czuję się jak człowiek, mogąc jednocześnie rano się wysypiać ;) Dobrze układająca się fryzura jest taką samą podstawą, jak dobrze leżące ciuchy, ale znalezienie fryzjera, który potrafi coś takiego wykonać graniczy z cudem. Mogę powiedzieć, że dzisiaj wystawiam tak jakby laurkę swojej fryzjerce, będącej mistrzem w swoim fachu, cudotwórcą i wróżką w jednej osobie.


Dzisiejsze zdjęcia są też okazją do pochwalenia się nowymi łupami - karmelową torbą C&A kupioną na allegro za 26,00 zł i karmelowymi, skórzanymi gladiatorkami New Look, które brat kupił mi w lumpeksie, nowiutkie - jeszcze z metkami za 40,00 zł :)

No i największy news tego posta - zdjęć po raz pierwszy nie robił mi brat. Są debiutem mojej mamy. Zdolniaszka, co? ;)

Na samym końcu obiecane już dawno ciasteczko - czyli zdjęcia moich fryzur, zmieniających się z szybkością światła ;)


Translation


There is nothing more to say than "Here is the photostory of my hairstyles". I hope, You will have a lot of fun! ;)

















Zgodnie z powiedzeniem, że każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, ja dzisiaj chcę Wam zaprezentować Tucznika. Tucznik to ta świnia-piórnik ze zdjęcia wyżej. Kiedyś miałam straszną manię na punkcie gadżetów firmy NICI i do tej pory mam ich naprawdę wiele, jednak ta świnka jest wyjątkowa. Kupiłam ją mając 14 lat (na allegro, oczywiście ;)) i od tamtej pory się z nią nie rozstaję. Najpierw służyła mi za piórnik, teraz za etui na okulary przeciwsłoneczne lub saszetkę na odtwarzacz, klucze i inne drobiazgi w przypadku toreb nie mających wewnętrznych kieszeni. Zawsze, gdy otwieram torbę, to się uśmiecham, bo ma naprawdę nieprzeciętnie radosny ryjek...no i śmieję się z tego, że jestem już taka stara, a nadal nie wyobrażam sobie bez niej życia ;). Ostatnio stwierdziłam, że zrealizuję swoje marzenie z dzieciństwa o posiadaniu takiego Tucznika, tylko maskotki, minimum trzydziestocentymetrowej. Niestety ta kolekcja wyszła ze sprzedaży wieki temu, nawet gdy kupowałam piórnik, nie była już dostępna, dlatego będę przeszukiwała allegro, aż w końcu kiedyś ktoś zrobi porządki w domu i wystawi mojego upragnionego Tucznika na aukcję :)))


***


Pierwsze zdjęcie to 3 lata wstecz. Nie zdecydowałam się jednak na umieszczenie zdjęć z różowym irokezem i warkoczykami - dla Waszego komfortu psychicznego poniżej znajdziecie zdjęcie późniejszej wersji mojego irokeza - w oryginale włosy były fioletowe, a irokez w kolorze platynowym ze srebrnymi wstawkami (nie pytajcie jak moja fryzjerka to zrobiła, mówiłam już, że to cudotwórca ;)). Zdjęcia zostały wykonane i oprawione graficznie specjalnie dla mojej fryzjerki, która postanowiła 'skatalogować' wszystkie fryzury, jakie dla mnie wykonała, a ich zdjęcia przybić na ścianach swojego salonu. Za kilka lat będę tego ciężko żałowała ;)




Półtora roku później moje włosy wyglądały już tak:




Ale w związku z tym, że przestałam mieć czas na ciągłe chodzenie do fryzjera na farbowanie, (moja pomarańczowa farba była wynikiem mieszania trzech innych i silnego rozjaśniania) postanowiłam przefarbować się na coś podchodzącego pod brązowy...a że zaraz przed wylotem na wakacje jakoś dogadałam się z moją babcią, że ma ciekawy odcień 'brązu' w domu ( w rzeczywistości to był jakiś mahoń) i naszła mnie wena, poprosiłam moją mamę o pomoc w farbowaniu. Niestety żadna z nas nie pomyślała, że na tak długie włosy, jak moje wtedy, potrzebne są dwa opakowania farby. Tym sposobem miałam część włosów kompletnie niedofarbowanych, ale absolutnie o tym nie myśląc, cała szczęśliwa wybrałam się na upragniony odpoczynek...




...gdy wróciłam z tych wakacji, moje włosy kompletnie nie miały nic wspólnego z kolorem zapodanym przez babcię. Niestety nie wpadłam na pomysł, że moja fryzjerka używa profesjonalnych, bardzo silnych farb i taka zwykła 'sklepowa' z moich włosów po prostu natychmiast zejdzie, odsłaniając poprzedni kolor. Ponieważ takie rzeczy, jak dwukolorowe włosy mało mnie ruszają, nie farbowałam ich kolejny raz, bo mijało się to z celem - rudy i tak przebijał. Włosy w takim stanie mam do dziś - na zdjęciach z 'nową fryzurą' wyglądają po prostu jak po zrobieniu jakiś super-pasemek ;) A tutaj zdjęcie, na którym wybitnie widać tą 'dwukolorowość' - u góry kompletnie ciemne, a u dołu kompletnie pomarańczowe. W rzeczywistości wyglądały dokładnie tak samo :)





No cóż, pozostaje mi powiedzieć, że mam nadzieję, iż dobrze się ubawiliście ;)

Fabryka Motyli

W ciągu ostatnich tygodni intensywnie zastanawiałam się, co by się stało, gdyby nagle zamknęli Allegro i eBay. Jestem na tyle uzależniona od tych serwisów, że są one dla mnie nie tylko miejscem zakupów, ale również wielu inspiracji. Kupuję tam wszystko - ciuchy, detale dekoracyjne, akcesoria do domu, prezenty choinkowe i wiele wiele innych...wynika to z tego, iż chodzenie po wielkich galeriach handlowych jest dla mnie stratą czasu - wolę usiąść w domu, we własnym ogródku z filiżanką kawy oraz pewnością, że w zaledwie kilka minut jestem w stanie znaleźć dokładnie to, czego szukam. Nikt nie namawia mnie do kupna, nie muszę się nawet wyskakiwać z pidżamy, by znaleźć dokładnie takie poduszki, skórzaną, karmelową torbę albo komplet kubków, jaki sobie wymyśliłam. Przez ten długi czas wyrobiłam sobie swoją prywatną listę sprzedawców godnych polecenia - zarówno na Allegro, eBay, jak i samodzielnych sklepów internetowych.

Prywatnie lubię przedmioty, które oprócz tego, że do czegoś służą, to jeszcze cieszą oko. Myślę, że wiele z Was jest takimi samymi łowcami okazji, jak ja, tak więc chciałabym podzielić się z Wami moją Listą Zasłużonych i tym samym zaproponować Wam przyjemną alternatywę dla kupna w sieciówkach, albo chociaż udowodnić, iż Ikea to nie jedyna świątynia dobrego i taniego designu na świecie.


*

Jedną z pozycji na mojej super liście od dawna zajmuje sklep Fabryka Motyli. Specjalizuje się on w sprzedaży dekoracji i rożnego rodzaju domowych gadżetów, jednak pozwoliłam sobie wybrać do rekomendacji właśnie tą firmę, gdyż spełnia moje 4 Święte Zasady Wymagającego Konsumenta, to jest:

1. Produkty wykonane są z materiałów bardzo dobrej lub najlepszej jakości. Gwarantują nam długą żywotność przedmiotu i pewność, że nie będziemy żałowali wydanych pieniędzy.

2. Każda rzecz jest wykonywana z niezwykłą precyzją. Nie ma tu miejsca na 'niedomalowania' i 'niedoszycia', w nadziei, że ktoś nie zauważy i kupi. Interesem sprzedawcy bądź producenta jest sprawienie nam radości z posiadanej rzeczy, a nie czysty zysk niskim kosztem, tak więc stara się o to, by jego produkty zachowywały najwyższy standard.
Jeśli chodzi o ciuchy - guziki, rozporki, suwaki są na miejscach, na których być powinny. Nie ma mowy o zwisających, wystających nitkach, rozlatujących się podczas prania szwach. Nigdy nie kupię rzeczy niedoszytej, tylko dlatego, że ma markową metkę - źle skrojone ubranie automatycznie źle formuje się na sylwetce (co wytrawne oko krawca bądź kogokolwiek, kto zajmuje się szyciem czy projektowaniem wychwyci natychmiast, jednocześnie szydząc, że daliśmy się nabrać na 'metkę').

3. Produkt, który chcę kupić wart jest swojej ceny. Najlepiej oczywiście, gdy cena jest niska, bo sztuką nie jest wyprodukowanie od samego początku do końca torby czy wazonu za 300 zł, tylko za 50. Uwierzcie, że mało co tak poprawia humor, jak kupno skórzanych, nowych, różowych szpilek na Allegro za 39,00 zł i widok identycznych w Zarze i to z jakiegoś syntetyku, za 129,00 zł ;)

4. Przemyślane wzornictwo, dopasowane do unikalnych wymagań klienta, a jednocześnie zgodne z tym, co dzieje się na rynku.
Dobrze jest mieć w swoim domu coś, co gwarantuje nam poczucie jakiejś odrębności. Coś, co świadczy o tym, że jesteśmy sobą, dokonujemy wyborów i myślimy samodzielnie...nie, kupno tego samego fioletowego 'Tańczącego Kwiatka' do podlewania trawników, którego ma już pół osiedla i pół kolejnego miasta (bo fioletowy jest akurat 'kolorem sezonu') nie łapie się w kryterium 'samodzielne myślenie'. Dlatego dobrze, gdy na tym świecie są sklepy sprzedające te 'Tańczące Kwiatki' w kolorze czerwonym. I niebieskim też.


Gdy pierwszy raz zobaczyłam ofertę Fabryki Motyli, oczarowało mnie oryginalne wzornictwo sprzedawanych przedmiotów, świetne wykonanie i dbałość o szczegóły. Poczułam się tak, jakby to była Ikea w miniaturce, lecz adresowana dokładnie do mojego gustu. Jednak największy szok przyszedł, gdy zobaczyłam ceny - były wręcz kosmicznie...niskie. Mogę Was zapewnić, iż byłoby bardzo ciężko znaleźć tak unikalne rzeczy w tak przystępnych cenach i jednocześnie przy tak bezproblemowej obsłudze.

Aby móc upewnić się w moich przekonaniach i wnikliwiej przedstawić Wam firmę Fabryka Motyli, pozwoliłam sobie zapytać Panią Patrycję Łasińską, właścicielkę sklepu skąd czerpie inspiracje i czy istnieje jakieś kryterium wyboru produktów na sprzedaż. Pani Patrycja, która prywatnie jest niezwykle sympatyczną osobą, zapewniła mnie, iż przy wyborze kieruje się aktualnymi trendami, jednak sklep traktuje jak swój dom i wybiera tylko takie produkty, jakie sama chciałaby posiadać. Myślę, że wystarczy przejrzeć ofertę Fabryki Motyli, by być tego stuprocentowo pewnym, tak więc poniżej zobaczycie zestawienie polecanych przeze mnie produktów. Ostateczną ocenę pozostawiam Wam samym :)

Adresy:

Sklep internetowy Fabryka Motyli: www.fabryka-motyli.pl

Fabryka Motyli na Allegro.pl: fabryka-motyli



Translation


This entry is about one of my favourite online shops, which sells home decorations&accessories. You can check the offer at www.fabryka-motyli.pl or just draw inspiration from the photos :)















Aż ciężko uwierzyć, że komplet tych czterech wieszaczków pachnących lawendą kosztuje zaledwie 19,95 zł !




Zdjęcia zostały skopiowane za zgodą właściciela - fabryka-motyli.pl, natomiast kolaże zostały wykonane przez właściciela bloga.

Seni çok özledim

Dzisiejszy wpis poświęcony jest odgrzewaniu moich wspomnień z czasów, gdy fascynowałam się Wschodnimi kulturami. Pewnie zdążyliście już zauważyć, że większość moich wpisów zadedykowana jest jakimś wydarzeniom z mojej przeszłości...to z tego powodu, iż jestem straszną sentymentalistką i bardzo szybko przywiązuję się do ludzi, rzeczy, miejsc, choć z drugiej strony nie jestem w stanie żyć bez ciągłego poznawania, nauki i podróży. Każde moje zdjęcie to tak jakby próba zatrzymania dla siebie tego, co w danej chwili cieszyło moje zmysły.


Tytuł notki jest w języku tureckim i oznacza "Bardzo za Tobą tęsknię". Turecki dlatego, że uczyłam się tego języka dość długo i niestety musiałam przerwać w momencie, gdy zaczęłam dostrzegać jakieś efekty - z prozaicznego braku czasu. Wspominam ten czas naprawdę niesamowicie, głównie za sprawą swojego nauczyciela - Mehmeta, który nie tylko poświęcał wiele godzin by pomóc mi wymówić cokolwiek, ale i odkrywał tajniki orientalnych przysmaków, opowiadał o sztuce, architekturze i tradycjach. Dzięki niemu poznałam Bliski Wschód z naprawdę niesamowitej, nieprzereklamowanej perspektywy, zupełnie różnej od tej serwowanej przez kolorowe, śliskie gazety. Do dziś mam w szafie tradycyjne arabskie i tureckie stroje, do dziś fascynują mnie kraje islamu i do dziś jesteśmy parą serdecznych przyjaciół.


Sam tytuł jest dość wieloznaczny - bo zarówno bardzo tęsknię za tym człowiekiem, jako jednym z bardziej otwartych ludzi, jakich kiedykolwiek miałam szczęście spotkać, jak i za tamtym beztroskim czasem, kiedy mogłam oddawać się swoim pasjom bez przeszkód. Dziś coraz trudniej ten czas wygospodarować, a ja tak nie lubię tego chorego pośpiechu...


Jeśli chodzi o tą "lampę Alladyna", to nie mam pojęcia, skąd się wzięła w moim domu. To znaczy, na pewno przytaszczyła ją moja mama. Moja mama to trochę coś, jak chodząca książka teleadresowa - zna takich ludzi i takie miejsca, gdzie można wygrzebać wszystko, włącznie z lampą Alladyna ;) Jeśli napiszę, że ile razy wchodzę do domu, to widzę nowe dzbanki czy lampy rodem z 'Mitologii' albo 'Baśni tysiąca i jednej nocy', piórowe węże boa, szpilki i szale przypominające mi kostiumy 'Moulin rouge' i filiżanki Art deco czy cokolwiek innego, to nie będzie to przesadą. Miłość do grzebania po pchlich targach, targach staroci, antyków&rupieci, antykwariatach i lumpeksach mam w 100% po niej.


Tak więc podczas dzisiejszej sesji zdjęciowej pod roboczym tytułem "Mongolskie dziecko" ubrana byłam w:

Amarantowe buty - Street (mojej mamy, dlatego są za duże. Ale za bardzo kocham ten kolor...)
Legginso-spodenki - Vila
Tiulowa tunika - Vero moda (sh)
Włochate bolerko - Zara (sh)
Torebka - sh

Biżuteria:

Czarna cekinowa szarfa - 'pasek' od spódnicy
Obydwie szarfy w panterki - prezent od właścicielki lumpeksu
Amarantowa opaska - H&M (kompletnie nie trzyma włosów, nie polecam...)
Amarantowe kolczyki - przywiezione z Grecji
Sznur złotych korali - Pull and bear (wyprzedaż :))
Złoty łańcuch z weneckim szkłem - prezent choinkowy dla mojej mamy od mojego przyjaciela (ale i tak wiem, że to Promod ;))
Różowe koraliki - New Yorker
Czarna i złote bransoletki - mojej mamy, mają co najmniej z 10 lat ;)


Translation


Today's entry is the result of my memories from the time when I was fascinated by Eastern culture and was learning Turkish. The title means "I miss You very much", just because I miss my friend, who was a great teacher and the time, when I was able to spend the whole hours reading about religion and traditions of oriental countries.

When it comes to this 'Alladin's lamp', I have no idea how it appeared at my home. Propably my mum has bought it somewhere. Love to clothing and furniture from second hands, flea markets and antiquarian bookshops I inherited from my amazing mother.


Today I was wearing:

Shoes - Street (my mum's and too large, but I really love the colour of these shoes)
Leggins - Vila
Tunic - Vero moda (sh)
Brown Bolero - Zara (sh)
Bag - sh

Jewellery&everything else

Panther pattern printed shawls - a gift from the owner of second hand
Amaranth hairband - H&M (it completely doesn't hold the hair , I would not recommend buying it...)
Amaranth earrings - from Greece
Gold beads - Pull and bear (sale :))
Gold chain with venetian glass - a Christamas present for my mum from my friend (but I know, that it comes from Promod;))
Pink beads - New Yorker
Bangles - my mum's


































* Ponieważ wszyscy sobie podpisują, kto jest autorem zdjęć, to ja też sobie dzisiaj podpiszę ;) :

Zdjęcia - brat
Oprawa graficzna - ja, czyli Łucja ;)