Przyznam z rozbrajającą wręcz szczerością, że w ciągu ostatnich dni mam mało wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość ogólnie rzecz ujmując, po prostu mnie dobija, dlatego dryfuję myślami gdzieś tam, gdzie będę za kilka miesięcy...w zasadzie wszystko, co nie ma związku z moją codziennością jest dobre, choć tak naprawdę wcale nie mam na co narzekać.
Jestem klasycznym przykładem czubka, który chciałby robić wszystko na raz, którego od pomysłu do realizacji dzieli naprawdę niewiele i jak coś wpadnie mi do głowy, to ciężko wybić...a gdy okazuje się, że 24 godziny, 19 lat, posiadanie dwóch rąk, nóg sztuk dwie i jednego móżdżku to za mało, by zrealizować kolejny genialny plan, to na wiele wymyślnych sposobów udaję przed sobą i resztą cywilizacji, że słowo "niemożliwe" na pewno mnie nie dotyczy. Dopiero gdy "niemożliwe" pomaca konsekwencjami moją barwną postać, wpadam w jakiś bliżej nieokreślony stan i szykuję się do ewakuacji.
W przeciągu ostatniego tygodnia przyszykowałam genialny plan ewakuacji do Tunezji, gdzie chciałam zakopać się w ruinach Kartaginy i ukazując w uśmiechu pełen komplet zębów, wykonać pewien obraźliwy gest w stronę moich kosmatych problemów, czekających wiernie na wrocławskim lotnisku. Gdy nabyłam przewodnik po Tunezji z ulubionego wydawnictwa, natychmiast urosły mi skrzydła tak cudowne, jak po kilku puszkach Red Bulla...już zabrałam się za planowanie trasy przez całe wybrzeże, każdego punktu ważnego dla mnie, jako zboczonego fana własnej profesji...i już budziłam się z tą myślą, że za dwa tygodnie, w poniedziałek, zamiast pisać "kartkówesię" (słowo stworzone przez mojego lektora starożytnej greki) z języków antycznych i udawać, że potrafię przetłumaczyć każdy łaciński tekst bez słownika, będę wsiadała do ukochanego Boeinga, czekając na moment, w którym kilkudziesięciotonowy kolos oderwie się od gruntu, a ja zapomnę, że jest środek semestru, na świecie żyje masa osobników, którym odebrałabym mowę, a w myślach morduję każdego z nich za pomocą dowolnego elementu zastawy stołowej i że czeka mnie dużo rzeczy, na które nie mam ochoty. Może ciężko w to uwierzyć, ale czasem nawet ja nie mam ochoty, żeby ruszyć którymkolwiek ze swoich członków. Tutaj powinnam dodać serię moich ostatnich snów, w których regularnie oglądam sceny z wojny trojańskiej, peloponeskiej i chyba kilka perskich też się nawinęło...niestety nie występował w nich ani Orlando Bloom, ani Brad Pitt, ani ktokolwiek inny, kogo się przyjemnie ogląda. Plan ewakuacji o kryptonimie "Serce Tunisu" nie wypalił. Z kompletnie niezrozumiałych mi przyczyn zawiódł czynnik ludzki i jestem skazana na przebywanie z czymś obrzydłym, kosmatym i wrednym, co najprawdopodobniej nazywa się "niemożliwe".
W ramach tego, że w ostatnim czasie umierałam na alergię, a moje myśli powróciły do Polski z trzaskiem charakterystycznym dla użytkowników sieci Fiuu, tudzież świstoklika, zrezygnowałam z brania udziału w dwóch, wypchanych po brzegi dniach zajęć dydaktycznych semestru letniego, wróciłam do domu i razem z Mamuśką Łośka wyruszyłyśmy na wycieczkę tematyczną: "Wszystkie koluszkowskie lumpeksy". Gdy lumpeksy się skończyły, wpadłyśmy jeszcze do galerii handlowej, gdzie pierwszy raz od bardzo dawna, z zimną krwią kupiłam masę ciuchów w regularnej cenie, nie mając z tego powodu wyrzutów sumienia. I satysfakcji również.
Pozostawiam Was ze zdjęciami jednego z moich najnowszych lumpeksowych łupów, a Mamuśce Łośka dziękuję za to, że jest naprawdę niesamowitą mamą, która pozwala mi na znacznie więcej, niż ja pozwoliłabym sobie samej...że każdy ciuch, który mi się podoba, kwituje "bierzemy" i to tylko ja decyduję o tym, co mi wolno, a co nie...nigdy mnie nie ogranicza, nigdy niczego mi nie narzuca, a gdy ja się zastanawiam, czy coś strasznego by się stało, gdybym tak na półtora tygodnia olała studia i wypadła do Tunezji, to odpowiada "No co Ty, jedź, odpoczniesz!". Jest tak niesamowitą postacią i rodzicem, że wątpię, bym ja potrafiła być równie dobra wychowując własnego chomika.







Koszula - 100% jedwab, dlatego mimo prasowania wygląda jakby została przed chwilą wyciągnięta z przewodu pokarmowego dorodnego labradora. Sh, no name.
Spodnie - Pepe Jeans (nowe, 27 zł). Sh.
Buty - allegro.pl
Torba - Troll via allegro. Kocham ten sklep do tego stopnia, że wykupuję z allegro wszystkie rzeczy, które mi się kiedyś podobały, ale ich nie kupiłam. Tą torbę akurat udało mi się upolować jeszcze z metkami za 30,00 zł.
Kolczyki - Glitter. To ostatnio mój ulubiony sklep z biżuterią.

















